|
Porody bez przyspieszającej je oksytocyny, za to z lekarzem mówiącym "dzień dobry". Ministerstwo Zdrowia chce, by nowe prawa ciężarnych zaczęły obowiązywać w przyszłym roku. Dziennik Metro dotarł do projektu rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie.
Poniżej treść artykułu opublikowanego w dzienniku METRO (www.emetro.pl) Przygotowywany przez dwa lata dokument ma w założeniu zrewolucjonizować polskie porodówki. - Kiedy standardy wejdą w życie, wszystkie rodzące w Polsce kobiety będą miały prawo przynajmniej do określonego przez nas minimum - tłumaczyła podczas konferencji zorganizowanej przez Fundację Rodzić po Ludzku Dagmara Korbasińska, dyrektor Departamentu Matki i Dziecka w Ministerstwie Zdrowia. Wymieniła całą listę praw rodzących, których szpitale będą musiały przestrzegać: zapewnienie rodzinnej opieki w czasie ciąży, możliwość porodu w domu, rezygnację ze stosowania oksytocyny przyspieszającej akcję porodową, swobodny wybór pozycji podczas porodu, kontakt matki z dzieckiem przez godzinę po porodzie (dziś często noworodek zabierany jest matce kilka minut po przyjściu na świat), obowiązek współpracy oddziału z neonatologiem i w razie potrzeby zapewnienie konsultacji ze specjalistą w ciągu 12 godzin od porodu.
Ma też zmienić się samo podejście do kobiety. - Długo zastanawialiśmy się, jak zapisać, że osoba odbierająca poród, wchodząc do pacjentki, ma powiedzieć jej "dzień dobry" i przedstawić się - opowiadała Korbasińska. Zdaniem współautorów dokumentu wymuszenie na personelu medycznym szacunku wobec pacjentki jest niezbędne do tego, by Polki przestały się bać porodów. - To strach powoduje, że tyle kobiet chce rodzić przez cesarskie cięcie. Zamiast godzić się na to, lepiej poszukać przyczyn lęku i tak się zaopiekować pacjentką, by nie bała się porodu fizjologicznego - twierdzi prof. Krzysztof Niemiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.
Dokument jest jednak pełen kompromisów. Dlatego Anna Otffinowska, szefowa Fundacji Rodzić po Ludzku przyznaje, że propozycja daje rodzącym tylko nadzieję na poprawę sytuacji, bo szpitale z dnia na dzień nie zmienią nawyków.
Zresztą, dokument nie załatwia wielu problemów kobiet. Chodzi m.in. o finansowanie przez NFZ znieczulenia na życzenie, za które dziś ubezpieczona pacjentka musi płacić z własnej kieszeni. Zespół skupiony na procedurze porodu nie przyjął do wiadomości, że porodówki każą sobie płacić za dodatkowe usługi typu poród rodzinny. Co prawda, niedawno podlaski oddział NFZ kazał zapłacić 100 tys. zł kary szpitalowi w Suwałkach, który pobierał opłaty za znieczulenie, ale urzędnicy nie chcą zmienić przepisów w taki sposób, by kobieta mogła nie płacić za rodzenie bez bólu. Wątpliwe jest także to, że szpitale zrezygnują z farmakologicznego przyspieszania porodów. Dziś bowiem to powszechnie stosowany sposób na rozładowanie kolejek kobiet czekających na wolne łóżko porodowe. Tyle że po przyjęciu standardów pacjentki będą mogły się na takie praktyki nie zgodzić. |